Festiwal najlepiej mierzyć nie liczbą seansów, lecz liczbą rozmów, które zaczynają się po napisach. Tegoroczny tydzień należał do filmów skromnych w skali, a odważnych w sposobie patrzenia.

Dzień pierwszy: blisko bohatera

Program otworzyły portrety rodzinne, w których domowe archiwa nie były ozdobą, ale pełnoprawnym rozmówcą. Najciekawsze filmy rezygnowały z wyjaśnień i ufały gestom powtarzanym przez lata.

Dzień trzeci: miasto słucha

Sekcja dźwiękowa przypomniała, że dokument nie zaczyna się od obrazu. Nagrania terenowe prowadziły widza przez przestrzenie zwykle pomijane: zaplecza, nocne linie autobusowe i puste hale po zakończonej zmianie.

Ostatni seans

Nagroda publiczności powędrowała do filmu, który unikał łatwego wzruszenia. Po wyjściu z kina dyskusja trwała jeszcze długo na mokrym chodniku. To najuczciwsza miara festiwalowego odkrycia: potrzeba, żeby opowiadać film dalej własnymi słowami.